Wspólnotowe reguły pomocy publicznej przewidują, że dane rodzaje wsparcia mogą być przyznawane tylko określonym rodzajom firm. Głównym kryterium jest liczba zatrudnionych. Tracą na tym najszybciej rozwijające się przedsiębiorstwa.

Winni są urzędnicy, którzy za wolno rozpatrują wnioski. W rezultacie na przykład mikroprzedsiębiorstwo, które zatrudniło kilkunastu nowych pracowników może nie załapać się na pieniądze. Jego aplikacja po prostu przepadnie.

“Firmy mogą nawet i ponad rok czasu czekać na podpisanie umowy. Do tego należy doliczyć okres, przez który firma czeka na informację, czy wygrała konkurs. W ekstremalnych przypadkach może to być nawet kolejny rok” — pisze “Gazeta Prawna”.

Sprawą zainteresowano minister rozwoju regionalnego Elżbietę Bieńkowską. Jej ręce są jednak związane unijnym prawem. Tomasz Chmielecki z firmy doradczej EGC Consulting Group wyjaśnił to tak:

Zgodnie z nim firma musi spełniać wymogi, dotyczące jej wielkości nie tylko w momencie złożenia wniosku, ale także w momencie podpisania umowy. Jeśli te dwa wydarzenia są od siebie mocno oddalone w czasie, to przedsiębiorstwo może zmienić status i awansować np. z kategorii małych firm do średnich. Wtedy traci prawo do korzystania z dotacji.

Aby otrzymać pieniądze spółka musi spełniać wszystkie warunki w okresie dwóch pełnych lat kalendarzowych poprzedzających decyzję o przyznaniu pomocy publicznej.

Innym problemem są opóźnienia związane z brakiem środków. Dotyczy to działania 8.1. Do niedawna w ramach niego pieniądze mogły dostać firmy istniejące maksymalnie rok. Po zamieszaniu z jesienną rundą składania wniosków ministerstwo spraw wewnętrznych zaproponowało, aby limit czasowy zlikwidować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *