Każdemu właścicielowi startupu powinno zależeć na tym, aby jego firma była jak najczęściej opisywana w mediach. W zależności od branży i specyfiki działalności nacisk można kłaść na tradycyjne dzienniki i czasopisma, albo na wortale, blogi czy społeczności.
Zarówno dziennikarze, jak i czytelnicy obdarzają często startupysporym kredytem zaufania. Ignorują ewentualne niedociągnięcia — wychodzą z założenia, że młody projekt nie może być doskonały, a błędy zostaną szybko poprawione. Zazwyczaj też się tak dzieje.
Czasami jednak miarka się przebiera. W webowej usłudze zostaje odkryta poważna luka czy duży błąd. Dotychczasowi użytkownicy odwracają się od witryny, w serwisach społecznościowych i blogach wzbiera fala krytyki. Dochodzi do pijarowskiej katastrofy.
Ofiarą takiej katastrofy padło w ostatnich dniach Blippy — zakupowa społeczność, która umożliwia udostępnianie internautom danych na temat tego, co nabywają w Sieci. Jeszcze w czwartek marka cieszyła się dużym poważaniem. Wspomniano o niej w dwóch artykułach w “The New York Times”.
W piątek najważniejsze blogi technologiczne doniosły jednak, że w Blippy doszło do wycieku numerów kart kredytowych. Rzekomo można je było znaleźć za pomocą Google. Startup nieźle poradził sobie z groźbą katastrofy. Szybko wyjaśnił, że luka została usunięta kilka miesięcy temu i dotyczyła raptem czterech osób.
Na bazie doświadczeń Blippy można sformułować kilka uniwersalnych porad dla właścicieli witryn:
1. Publiczne oświadczenia w sprawie negatywnych doniesień należy składać jak najszybciej.
2. Nie wolno utajniać żadnych szczegółów. Informacje i tak wyjdą prędzej czy później na jaw, co zniszczy resztki zaufania.
3. Warto powiedzieć “przepraszam” — nawet wtedy, gdy wina niekoniecznie leży po naszej stronie, albo gdy problem został przez media wyolbrzymiony.
Na pewno nie warto postępować według zasady “nieważne, co piszą — ważne, że nazwę witryny podają prawidłowo” — stwierdził Audrey Watters z serwisu ReadWriteStart.